środa, 20 maja 2015

Rozdział 1

Loki był mistrzem w maskowaniu. Jak najciszej wyszedł ze swojej celi, przybrał wygląd strażnika i pewnym siebie krokiem wyszedł z zamku. Zanim strażnik wrót zdążył powiedzieć choć słowo, Loki jednym, sprawnym ciosem znokautował go i otworzył sobie portal na Ziemię. "Poszło zaskakująco łatwo, choć w sumie... aaa, nieważne". Asgardczyk miał teraz dużo ciekawsze rzeczy do roboty. Tam na Ziemi...

***
Nie. To zdecydowanie nie był zwykły dzień.Właściwie odtąd nic nie będzie już takie jak dawniej. Nie odkąd spotkała TEGO człowieka. Siedemnastoletnia Alex pospiesznie szła ulicą, ubrana była jak zwykle - cała na czarno. Buty na obcasach głośno stukały, gdy prawie biegła po brukowanej uliczce. Było cicho i spokojnie, a to rzadkość, zwłaszcza na przedmieściach Nowego Yorku. Wróciła do domu i wykąpała się. Założyła długą, czarną sukienkę wieczorową. Dzisiaj bowiem wybierała się na bal z okazji 10-lecia wieży "Stark Tower". Niegdyś pracowali tam jej rodzice. Jednak jej ojciec zginął w wybuchu jednej z pracowni, matka zaś zatruła się gazem z przeciekającej butli. Straciła tam oboje rodziców, więc multimiliarder Tony Stark, czuł, że musi zaopiekować się sierotą i oddać ją do domu dziecka. Alex wykręciła się jednak. Teraz został jej tylko rok i będzie bezpieczna. Dziewczyna zaplotła włosy w warkocz, w którym widocznie wyróżniało się jedno płomiennie czerwone pasemko. Założyła też czarne rękawiczki do połowy przedramienia.

***
   - No,no,no! "Stark Tower" zmieniła się nie do poznania.- mruknęła do siebie Alex, gdy nagle zauważyła jakiegoś podejrzanego jegomościa. Zdecydowanie nie wyglądał na pracownika "Wieży". Jej rozmyślania przerwały oklaski, po których na platformę wszedł Tony Stark. Gadał coś o poszkodowanych, o dobrych ludziach, którzy zgineli i oinnych pierdołach. Następnie krzykną "bal czas zacząć" i zszedł ze sceny. Na jego słowa zaczęła grać muzyka, ludzie rozpoczeli rozmowy i tańce, kilka par podeszło do barui zamówiło drinka.
- Spójrz na nich, świętują śmierć tylu ludzi. Głupcy! Niedługo i do nich zawita śmierć. Do ciebie też! Nie jesteś od nich lepsza!- usłyszała szept. Właściciel tego cudownego głosu, któremu chciała być posłuszna, łaskotał ją delikatnie wargami.
- Moi rodzice tu zgineli. Przyszłam tylko dlatego, że gdy Stark mnie widzi, lituje się nademną i wypłaca mi pieniądze niezbędne do życia.
- O, och. Nie wiedziałem.Wobec tego ciebie oszczędze.
Po tych słowach wieżowiec zawalił się na głowy gości.
~~~~ 
Tym oto radosnym akcentem kończę rozdział pierwszy. Sorry, że taki nudny ale akcja rozręca się dopiero w drugim, trzecim rozdziale. Nastepny pojawi się prawdopodobnie w piątek, ale pewności nie mam. A-a, nie odchoć jeszcze zostaw po sobie komentarz, nawt nie wiesz jak motywuje on do dalszej pracy. :)    

4 komentarze:

  1. Tak, tak! W końcu znalazłam bratnią duszę! Avengersi do boju!
    Rozdział jest fantastyczny. Tylko pisz dłuższe :) plose
    :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. spokojnie akcja dopiero sie rozwija i dzieki za komentarz dzieki niemu az chce mi sie pisac ;-)

      Usuń
  2. No, no... Widzę, że dałaś trochę poprawek od kiedy to czytałam po raz pierwszy, i szczerze powiem... Jest jeszcze lepsze od poprzedniej wersji! Do boju Crmii! Nie zawiedź mnie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ania ale to tylko poczatek jest podobny. Dalej wszystko sie zmienia. Zobaczysz juz jutro

      Usuń