Loki był mistrzem w maskowaniu. Jak najciszej wyszedł ze swojej celi, przybrał wygląd strażnika i pewnym siebie krokiem wyszedł z zamku. Zanim strażnik wrót zdążył powiedzieć choć słowo, Loki jednym, sprawnym ciosem znokautował go i otworzył sobie portal na Ziemię. "Poszło zaskakująco łatwo, choć w sumie... aaa, nieważne". Asgardczyk miał teraz dużo ciekawsze rzeczy do roboty. Tam na Ziemi...
***
Nie. To zdecydowanie nie był zwykły dzień.Właściwie odtąd nic nie będzie już takie jak dawniej. Nie odkąd spotkała TEGO człowieka. Siedemnastoletnia Alex pospiesznie szła ulicą, ubrana była jak zwykle - cała na czarno. Buty na obcasach głośno stukały, gdy prawie biegła po brukowanej uliczce. Było cicho i spokojnie, a to rzadkość, zwłaszcza na przedmieściach Nowego Yorku. Wróciła do domu i wykąpała się. Założyła długą, czarną sukienkę wieczorową. Dzisiaj bowiem wybierała się na bal z okazji 10-lecia wieży "Stark Tower". Niegdyś pracowali tam jej rodzice. Jednak jej ojciec zginął w wybuchu jednej z pracowni, matka zaś zatruła się gazem z przeciekającej butli. Straciła tam oboje rodziców, więc multimiliarder Tony Stark, czuł, że musi zaopiekować się sierotą i oddać ją do domu dziecka. Alex wykręciła się jednak. Teraz został jej tylko rok i będzie bezpieczna. Dziewczyna zaplotła włosy w warkocz, w którym widocznie wyróżniało się jedno płomiennie czerwone pasemko. Założyła też czarne rękawiczki do połowy przedramienia.
***
- No,no,no! "Stark Tower" zmieniła się nie do poznania.- mruknęła do siebie Alex, gdy nagle zauważyła jakiegoś podejrzanego jegomościa. Zdecydowanie nie wyglądał na pracownika "Wieży". Jej rozmyślania przerwały oklaski, po których na platformę wszedł Tony Stark. Gadał coś o poszkodowanych, o dobrych ludziach, którzy zgineli i oinnych pierdołach. Następnie krzykną "bal czas zacząć" i zszedł ze sceny. Na jego słowa zaczęła grać muzyka, ludzie rozpoczeli rozmowy i tańce, kilka par podeszło do barui zamówiło drinka.
- Spójrz na nich, świętują śmierć tylu ludzi. Głupcy! Niedługo i do nich zawita śmierć. Do ciebie też! Nie jesteś od nich lepsza!- usłyszała szept. Właściciel tego cudownego głosu, któremu chciała być posłuszna, łaskotał ją delikatnie wargami.
- Moi rodzice tu zgineli. Przyszłam tylko dlatego, że gdy Stark mnie widzi, lituje się nademną i wypłaca mi pieniądze niezbędne do życia.
- O, och. Nie wiedziałem.Wobec tego ciebie oszczędze.
Po tych słowach wieżowiec zawalił się na głowy gości.
~~~~
Tym oto radosnym akcentem kończę rozdział pierwszy. Sorry, że taki nudny ale akcja rozręca się dopiero w drugim, trzecim rozdziale. Nastepny pojawi się prawdopodobnie w piątek, ale pewności nie mam. A-a, nie odchoć jeszcze zostaw po sobie komentarz, nawt nie wiesz jak motywuje on do dalszej pracy. :)
Tak, tak! W końcu znalazłam bratnią duszę! Avengersi do boju!
OdpowiedzUsuńRozdział jest fantastyczny. Tylko pisz dłuższe :) plose
:D
spokojnie akcja dopiero sie rozwija i dzieki za komentarz dzieki niemu az chce mi sie pisac ;-)
UsuńNo, no... Widzę, że dałaś trochę poprawek od kiedy to czytałam po raz pierwszy, i szczerze powiem... Jest jeszcze lepsze od poprzedniej wersji! Do boju Crmii! Nie zawiedź mnie!
OdpowiedzUsuńania ale to tylko poczatek jest podobny. Dalej wszystko sie zmienia. Zobaczysz juz jutro
Usuń