czwartek, 9 lipca 2015

Rozdział 5

Całe szczęście, że pościel w pokoju Alex jest ognioodporna, inaczej z Asgardu zostałaby tylko ruina. Płonące ciało w nocy było wynikiem aktywacji mocy, która była w niej uśpiona od momentu urodzenia. W przypadku tej dziewczyny obudzenie mocy trwało tylko godzinę. Alex obudziło walenie w drzwi, następnie, nie czekając na odpowiedź, Loki wparował jej do pokoju, rzucił w nią jakimiś ciuchami i bez słowa wyszedł. Dziewczyna wolała chyba nie wiedzieć, skąd bóg wziął jej rozmiary. Wzięła ciuchy i poszła do łazienki się przebrać. Jeansy rurki, biały T-shirt, buraczkowa bluza… tylko butów brakowało. „No cóż, nie można mieć wszystkiego” stwierdziła Alex i zaczęła pochłaniać śniadanie, które ktoś wsunął jej przez otwór w drzwiach. Gdy skończyła bez zbytniego przekonania podeszła do drzwi i spróbowała je otworzyć. O dziwo, nie zostały zamknięte na klucz. Alex po cichu wyszła do ogrodu, w kieszeni miała łuk, a za paskiem schowała strzały. Rozejrzawszy się, czy nikt jej nie widzi zakradła się do dziury w murze i poszła do lasu z nadzieją, że znajdzie tam jakiś kołczan. Po 30 minutach znalazła jakiś, był poprzedzielany, ale zdatny do użytku. Dziewczyna zwinęła go w kulkę i wepchnęła do kieszeni, znalazła tam (w kieszeni) jakąś dużą kartkę złożoną na 4. Przypatrywała się jej przez całą drogę powrotną z lasu do asgardzkiego ogrodu. Na kartce była mapa zamku z zaznaczonymi tajnymi przejściami – prezent od Jane. Po dłuższym studiowaniu planu, Alex ze zgrozą zauważyła, że żadne z przejść nie prowadzi na zewnątrz, jedyną drogą ucieczki była główna brama pełna strażników. Dziewczyna zebrała cały swój gnie i skierowała w stronę bogom winnej mapy, która nagle zapłonęła. Mutanta z cichym okrzykiem zdumienia odrzuciła kartkę na trawę. Po chwili opanowała się jednak i zaczęła zadeptywać ogień. Gdy było już po wszystkim, a pozostałości po mapie rozwiał wiatr, Alex z ulgą opadła na ławkę stojącą w pobliżu. Skupiła myśli i powoli, delikatnie i z rozwagą spróbowała zapalić dłoń. Nie udało się. Dziewczyna stwierdziła, że kartka była z materiału światłoczułego i po zbyt długim przebywaniu na słońcu po prostu się spaliła. Do ławki na której siedziała podleciał mały koliberek. „Wolny farciaż” pomyślała „leci sobie gdzie chce i kiedy chce”, po chwili ptak przysiadł tuż obok niej.
- To tu się ukrywasz! – krzyknął Loki. Wystraszony zwierzak poderwał się do lotu. Alex popatrzyła na asgardczyka wzrokiem zimnym jak lód.
- Wystraszyłeś go.
- Jaki pech. Lepiej wracaj do zamku zanim Odyn się zorientuję.
- I co, mnie nie skrzywdzi. Za to ciebie, to co innego.
- Ale ja mogę się zemścić na tobie.
- I co? Znowu mnie postraszysz, że nie dasz mi kolacji? – dziewczyna nie mogła darować bogowi tego, że wczorajszego dnia musiała go błagać o wypuszczenie. Cóż, zemsta jest słodka.
- Może, ale nie poprzestanę na straszeniu. W ogóle cię nie wypuszczę na kolację. – Alex uśmiechnęła się przebiegle. Na kolacji to jej już dawno tu nie będzie.
- Oj dobra, dobra już idę. Tylko wypuść mnie jeszcze ok. 19:30, ok?
- Aaaaaa, na ten zachód słońca? Podobno będzie niezły,
- Taa.. będzie co pooglądać.
***

- Dobra choć, ale tak, żeby nikt cię nie widział. – szepnął jej do ucha Loki.
- Po co ci ta torba? – spytał.
- Potrzebna mi po to… no… nie interesuj się. – odpowiedziała dziewczyna.
- Ok. Chodźmy już.
Najciszej jak tylko mogli i uważając na strażników wymknęli się na zewnątrz. Rozsiedli się na trawniku i podziwiał naprawdę ładny zachód słońca. Nagle rozległ się ogłuszający wybuch.
- Oho, to sygnał dla mnie.
- Co? Oszukałaś mnie! Od początku planowałaś ucieczkę!
- Oczywiście! Myślałeś, że będę posłusznie czekać aż umrę w tej waszej klatce?! No chyba nie!
- Ale... - zaczął Loki.
- Adijos frajeros! – Alex wykonała niedbały salut i odbiegła w stronę zamieszania, w biegu wyciągając z kieszeni kołczan, który od razu zapełniła strzałami i rozłożyła łuk. Szybko zauważyła grupę swoich wybawicieli, szczególnie rzucała się w oczy czerwono-złota zbroja Starka. Alex natychmiast do nich dołączyła wyciągając jednocześnie swoją prowizoryczną strzałę. Naciągnęła łuk i trafiła jednego ze strażników w rękę, nie do końca tam celowała, ale jej przeciwnik nie był już zdatny do walki, więc dziewczyna stwierdziła, że może być. „Członków Avengers jest 5 (Thor był w pałacu i Alex szczerze wątpiła, aby wiedział cokolwiek o ataku, ale biorąc pod uwagę jego zdolności posługiwania się młotem to może i lepiej…) plus ja to będzie 6. Strażników jest ok.50. To się nazywa wyrównane szanse, nie ma co!” Alex ze zdenerwowania zaczęły trząść się ręce. Podbiegła do Avengersów, gdy tylko ją zauważyli naciągnęła cięciwę łuku i wypuściła strzałę w następnego strażnika, żeby wiedzieli, że jest ich sprzymierzeńcem.
- To ty jesteś tą ślicznotką w opałach?! – spytał Iron Man jednocześnie rażąc któregoś z wrogów laserem.
- Tak też mnie można nazwać! – odkrzyknęła dziewczyna nakładając w tym samym czasie strzałę na cięciwę.
- Wobec tego leć biegiem w stronę portalu. Będziemy cię osłaniać. – wtrącił jakiś facet z tarczą, to chyba Kapitan Ameryka.
Alex już miała wypuścić strzałę, gdy ta nagle pod wpływem emocji dziewczyny zapłonęła, mimo to spokojnie wymierzyła i oddała strzał. Następnie odwróciła się na pięcie i odbiegła w stronę portalu. Trzech strażników próbowało ją powstrzymać, lecz każdy dostał płonącą strzałą w brzuch. Reszta miała tyle rozumu, by nie próbować jej przeszkadzać. Alen w jakiś sposób (sama do końca nie wiedziała jaki) sprawiała, że te strzały płonęły, tak samo jak ta kartka w ogrodzie.
Rodzice zawsze powtarzali jej, że jest niezwykła. Odyn twierdził, że jest zbyt niebezpieczna, by mogła być wolna. Po uprowadzeniu jej przez Lokiego T.A.R.C.Z.A. od razu się nią zainteresowała. Nagle wszystkie elementy układanki wskoczyły na swoje miejsce. Alex jest mutantką. Jej mocą, darem, umiejętnością, przekleństwem jest władza nad ogniem.

~~~
 Zmartwychwstałam. Tak wiem, jestem okropna. W nagrodę rozdział jest trochę dłuższy. Dziś wchodzę na bloggera, patrzę, a tam 900 wyświetleń, jesteście niesamowici. Dlatego zostawiam wam bonus, bardzo słynne ostatnio na YouTubie "pytanie i wyzwanie". Polega to na tym, że w komentarzach pod postem zostawiacie wymyślone przez siebie pytania i wyzwania, a ja muszę na nie odpowiedzieć lub je wykonać. Myślę, że będzie to ciekawy przerywnik w czasie wakacyjnej monotonii, liczę na waszą kreatywność. J Fajnych wakacji życzę, cześć! 

piątek, 19 czerwca 2015

Rozdział 4

Łuł! Radujcie się ludzie! Nauczyciele stwierdzili, że nie chce im się już pracować dlatego mamy praktycznie wolny tydzień. A co to oznacza? Że posty mogą się pojawiać nawet codziennie. Huraaaaa! Koniec ogłoszeń parafialnych.
Rozdział dedykuje mojej niezastąpionej, jedynej i najwspanialszej becie, która nieustannie zagrzewa mnie do pracy. Dziękuję Ci, bez Ciebie nie byłoby tego wszystkiego.
~~~

- Nie długo kolacja!- krzyknął Loki przez drzwi. Alex ukryć łuk i gałęzie, z których zrobi strzały. Teraz trzeba tylko znaleźć (czytaj ukraść) nóż, by zaostrzyć patyki. Dziewczyna rozejrzała się po pokoju. Był piękny, biały i malinowy kolor przewodni nadawały mu przytulny nastrój, a szare wstawki podkreślały wyrazistość kolorów. Alex weszła do łazienki, poprawiła włosy i ruszyła do drzwi. Chciała je otworzyć, lecz były zamknięte od zewnątrz. "Super, dalej traktują mnie jak więźnia." Jeszcze chwilę szarpała się z klamką, aż dobiegł ją odgłos kroków. Odsunęła się, usłyszała kliknięcie zamka i drzwi do jej pokoju otworzył Loki. Zlustrował ją krytycznym spojrzeniem.
- Tak nie pójdziesz. - zarządził.
- A czemu niby?! - zapytała buntowniczo Alex.
- Bo w tych za dużych ciuchach wyglądasz jak menel? - odpowiedział pytaniem bóg. Następnie pchnął ją delikatnie w kierunku pokoju,sam wszedł za nią do pokoju i z podstępnym uśmieszkiem zamknął za sobą drzwi na klucz. Potem pchnął ją na łóżko... podszedł powoli... dość blisko... rzucił w nią ubraniami i teleportował się w trybie natychmiastowym za drzwi. Wściekła Alex podbiegła do klamki i zaczęła szarpać, ale jej starania spełzły na niczym. Dziewczyna podniosła sukienkę z podłogi i z cichym śmiechem poszła do łazienki się przebrać. Strój był ciemnozielony (no kto by pomyślał), z grubym, złotym paskiem i czarnymi koronkami, delikatnymi jak pajęczyna. Przypominał nieco bufiaste gotyckie sukienki. Alex upięła włosy w wysoki kok i zdecydowanym krokiem ruszyła do drzwi wyjściowych z jej uroczego więzienia. Pewna siebie zapukała.
- Loki, wypuść mnie!
- Po co?
- Ymmm, może na kolację?
- Ymmm, a może nie - powiedział bóg przedrzeźniając dziewczynę.
- Loki! Już, w tej chwili! Głodna jestem! - Alex zaczęła wrzeszczeć, w poczuciu okropnej bezsilności.
- Przebrałaś się chociaż?
- Tak! Otwórz to wreszcie!
- Pomyślę nad tym.
Nagle drzwi wyleciały z zawiasów i poleciały na drugi koniec pokoju z takim impetem, że dziewczyna zdążyła ledwie odskoczyć. W miejscu, gdzie jeszcze 5 sekund temu były drzwi stał Thor z młotem. Obok Loki zbierał się z podłogi.
- Zapraszam panią na kolację. -  rzekł syn Odyna i podał Alex ramię w staroświeckim, acz uroczym geście.
- Lizus. - mruknął pod nosem Laufeyson, jednak na tyle głośno, że Alex usłyszała co mówił. "Och. Czyżby nasz bożek był zazdrosny, o jaki pech." I idąc pod ramię z Thorem poszła na kolację.

***

- I właśnie dlatego cię tu trzymamy i nie możemy wypuścić. - rzekł wszechojciec. Alex pokiwała z udawanym zrozumieniem głową, ale gdyby miała powtórzyć to, co przed chwilą usłyszała, nie potrafiłaby. Była zbyt zajęta tym, żeby schować nóż za pas sukienki, tak aby nikt się nie połapał. Jeszcze trochę i... Ok, zadanie wykonane.
- To koniec kolacji. Loki odprowadź naszego ekhem... gościa do pokoju. - dziewczyna wstała przygotowana na to, że za chwilę będzie szła z workiem na głowie, na szczęście bóg zrobił jej miłą niespodziankę. Delikatnie zawiązał jej na głowie miękki pas materiału i zaprowadził ją do jej słodkiego, przytulnego więzienia. Zatrzasnął za nią drzwi, kiedy dziewczyna uporała się już z opaską, przebrała się z powrotem w ciuchy od Jane. Wyjęła nóż i zaczęła ostrzyć gałęzie. Jutro czeka ją ciężki dzień.

***

Gdy już skończyła przygotowania do akcji dywersyjnej i posprzątała opiłki, z czystym sumieniem poszła spać. Nie byłoby po co o tym wspominać, bo sen to w sumie normalna rzecz, gdyby nie fakt, że Alex podczas snu zaczęła płonąć.    























sobota, 6 czerwca 2015

Rozdział 3

Ktoś rzucił workiem z dziewczyną tak mocno o ziemię, że na chwilę całkiem ją zamroczyło. Potem usłyszała odgłos zamykania krat i wiedziała już wszystko. Bal, zawalenie wieżowca, porwanie, a teraz... więzienie. Bosko! Cudem udało jej się wydostać z worka ,a nie jest to łatwe w sukni balowej i szpilkach. Rozejrzała się po swoim nowym lokum. Było całkiem ładne. Biały sufit, podłoga wyłożona jasnymi kafelkami, szkło w złotych ramach zamiast ścian. Alex podeszła do szkła. Popukała palcem. Potem kopnęła, a następnie odsunęła się na drugi koniec pomieszczenia, wzięła rozbieg i wbiegła w szkło jakby chciała je rozbić. Jednak odbiła się od niego i przeklinając w myślach swoją głupotę rozmasowała obolałe ramię. "Wniosek jest taki, że tej szyby nie da się rozbić, poza tym nawet jeśli by się udało, to co dalej? Tam na pewno jest masa strażników. Aghhhhhh! Zaraz oszaleję!" Alex oparła się plecami o szybę, ukryła twarz w dłoniach, a następnie osunęła się na ziemię. "Czy mnie zabiją? Pewnie tak, to psychopaci... chociaż więzienie mi wybrali ładne."

***

Lokiego powoli nudziła cała ta szopka, choć Thor mógłby go już postawić na ziemi.
- Uciekłeś z więzienia, znokautowałeś Hajmdala, mimo zakazu otworzyłeś portal na Ziemię, zamordowałeś ponad 200 Ziemian, sprowadziłeś tu wyjątkowo niebezpieczną mutantkę i... - tu w oczach Thora zaszkliły się łzy - i zjadłeś moje ciasteczka.
- Postaw go na ziemię Thorze. Przemocą nic tu nie wskórasz. - rzekł Wszechojciec. Siedział przed swoimi synami na tronie, w pełni swego majestatu - Ziemianka, którą sprowadził Loki jest w istocie bardzo niebezpieczna. Może lepiej będzie jeśli będziemy ją mieli na oku, choć niekoniecznie musimy trzymać ją w więzieniu, ale ma pozostać na zamku w Asgardzie. Dla bezpieczeństwa jej i całego świata.
Thor i Loki uklękli na jedno kolano.
- Niech się stanie wola twoja, ojcze - powiedział oficjalnym tonem syn Odyna.
- Ok. - rzucił niedbale Loki po czym oboje wstali, a Odyn wyszedł z sali. Odprowadzili go wzrokiem, następnie Thor niespodziewanie ruszył ręką i z całej siły przywalił Lokiemu w twarz. Bóg odleciał pod ścianę, zaś syn Odyna podszedł do drzwi jak gdyby nigdy nic, mrucząc przy tym coś w stylu: "Przemocą nic nie zdziałam, hę? Właśnie zdziałałem! Loki leży rozwalony pod ścianą, a ja wracam do Jane, zadowolony z mojego dzieła!". I uśmiechnięty od ucha do ucha, prawie że wybiegł w podskokach. Rozwścieczony bóg pomyślał: "Przyłożyć Thorowi przy najbliższej okazji, zapamiętać". Uspokoił się trochę po czym wstał z zamiarem poszukania dziewczynie trochę lepszego lokum.

***

Alex siedziała oparta plecami o ścianę więzienia, głowę miała ukrytą w dłoniach, ale nie płakała. Zbierała siły. Nagle otworzyły się drzwi i wszedł Loki we własnej osobie. 
- Choć, idziemy stąd. Znalazłem ci nieco lepsze miejsce do życia.
- A co jeśli mi się tu podoba i nie chcę nigdzie iść?
- Coś mi się wydaje, że nie masz innego wyjścia.
Bóg podszedł złapał dziewczynę za rękę, a następnie postawił do pionu. Narzucił jej worek na głowę i pociągnął za dłonie. Szli jakieś 10 minut. Loki prowadził ją tam i z powrotem, żeby nie zapamiętała drogi powrotnej. Gdy wreszcie zatrzymali się i Asgardczyk zdjął jej worek z głowy tuż przed sobą ujrzała grube drzwi z czerwonego drewna. Pchnęła je, postąpiła krok i stanęła jak wryta. Pokój wyglądał jak po trzęsieniu ziemi.
- To ja wracam do lochów. - rzuciła Alex i odwróciła się na pięcie z zamiarem pójścia przed siebie.
- Nie! To tylko mały remoncik! Zaczekaj w ogrodzie... Jane cię tam zaprowadzi. - krzyknął na widok przechodzącej dziewczyny Thora.

***

- Jak już wiesz ja nazywam się Jane. Masz tu jakieś jeansy. Na mnie są za małe, ale na ciebie powinny być dobre, a i ten top też będzie ok. - Alex wciąż była ubrana w suknię balową i szpilki, więc Jane wpadła na pomysł, żeby pożyczyć jej swoje ciuchy. Niestety, swoje buty na obcasach mogła zamienić tylko na jeszcze wyższe szpilki, więc delikatnie podziękowała. Kątem oka zauważyła, że kobieta wkłada jej jakąś kartkę złożoną na cztery do kieszeni przygotowanych dla niej spodni. Wzięła ubrania i poszła do łazienki by się przebrać, rzeczy były na nią ciutkę za duże, ale lepsze to niż dalej paradować w sukni balowej. Później Jane zaprowadziła dziewczynę do ogrodu i odeszła. Alex znalazła jakiś zaciszny kąt, wyjęła kartkę od dziewczyny Thora i zaczęła czytać. List to raczej nie był, a raczej na prędze napisana wiadomość: "Witaj. Zgaduję, że nie jesteś tu z własnej woli. Nie martw się! Avengersi o wszystkim już wiedzą i szykują akcję ratunkową, która odbędzie się jutro o 20:00, więc bądź gotowa. Jednak ten zamek to twierdza niemożliwa do zdobycia, lecz w murze jest wyrwa prowadząca do lasu, powinnaś się zmieścić".
I to wszystko. Na odwrocie była mapa z zaznaczonymi tajnymi przejściami i dziurą. Alex stwierdziła, że sprawdzi, czy przeciśnie się przez wyrwę. Rozejrzała się dookoła i uważając, aby nikt jej nie zauważył poszła we wskazanym kierunku.

***

Las był gęsty. Było w nim mnóstwo śmieci typu: wyszczerbiony miecz, połamane strzały. Spędziła tam ponad 20 minut. Gdy wracała już do ogrodu zauważyła jakiś podejrzany kształt. Okazało się, że był to składany łuk, który rozłożyć się dało szarpnięciem dłoni. Brakowało w nim tylko cięciwy. Kilka metrów dalej leżał inny łuk, połamany ale miał dobrą cięciwę. Dziewczyna nazbierała gałęzi i ukryła je za pasem, broń po złożeniu mieściła się w kieszeni. W jej głowie zaczął formować się plan ucieczki.

~~~
Witam. Sorry za drobną obsuwę. Proszę was tylko pamiętajcie o zasadzie czytasz = komentujesz, a i powiedzcie o tym blogu znajomym, zareklamujcie gdzieś u siebie. Bardzo mi zależy na tym, by ktoś przeczytał te moje wypociny i powiedział mi co o nich naprawdę sądzi. Ja zmykam. Na razie! :)

         












       

piątek, 22 maja 2015

Rozdział 2

Gdy Alex spojrzała w górę i zobaczyła gwałtownie zbliżający się sufit, w pierwszym odruchu padła na kolana okrywając głowę rękami. Jednak ciężar budynku, który miał ją zmiażdżyć nie nadszedł. Kiedy zdziwiona dziewczyna spojrzała w górę, ujrzała kopułę z jakiejś niezwykłej energii, którą wytworzył ten tajemniczy jegomość.
- Ja wiem, że jestem zniewalający, ale nie musisz przede mną bić pokłonów. - zaczął rozmowę nieznajomy.
- Wcale się tobie nie kłaniam. - odparła lekko zagniewana dziewczyna.
- Doprawdy? - bóg mówiąc to uniósł jedną brew, a usta rozciągnął w sarkastycznym uśmiechu. Wtedy właśnie Alex spostrzegła, że faktycznie klęczy przed tym dziwnym, aczkolwiek przystojnym mężczyzną. Z delikatnie czerwonymi z gniewu policzkami zerwała się na równe nogi, już miała rzucić ciętą ripostę, ale zorientowała się co właściwie miało miejsce przed chwilą. Wszędzie wokół niej leżały ciała martwych ludzi. Asgardczyk uratował ją, ale nie z powodu śmierci rodziców. Wyczuł w niej jakąś dziwną energię, wtedy w jego głowie zaczął powoli formować się plan przejęcia Ziemi.
- Nazywam się Loki, pochodzę z Asgardu. To co tu widzisz to moje dzieło! - rzekł, rozłożył ręce i spojrzał na dziewczynę tak, jakby spodziewał się, że zacznie bić mu brawo. Jednak ona tego nie widziała, zszokowana rozglądała się dookoła, a klatka piersiowa latała jej jak oszalała. Loki spojrzał na nią z mieszaniną litości i rozbawienia, widząc ją taką przerażoną chciał ją przytulić, jakoś pocieszyć. Złapał ją za przedramię z zamiarem potrząśnięcia nią, jednak gdy tylko dziewczyna poczuła na sobie jego dotyk, od razu odskoczyła od niego jak oparzona.
- Nie zbliżaj się od mnie! Jesteś zabójcą! - wrzasnęła.
W jej oczach zaszkliły się łzy przerażenia, po czym Alex odwróciła się na pięcie i odbiegła. Lokiego jednocześnie zasmucił i rozgniewał ten gest. "Jakaś zwykła Ziemianka nie będzie mnie rozstawiać po kątach" - pomyślał i pewnym siebie krokiem ruszył za dziewczyną. Alex, napędzana dodatkowo adrenaliną, biegła naprawdę szybko. Zmęczyła się jednak po paru minutach tego szaleńczego sprintu, nawet ona miała swoje ograniczenia. Biegła tak szybko i była tak zszokowana, że nie zwracała uwagi na nic co się wokół niej dzieje. Między innymi na drogę, którą tu przybiegła. "Czyli słowem się zgubiłam" - pomyślała. Zauważyła jakiś ciemny zaułek i usiadła pod ścianą jakiegoś obskurnego bloku. Alex spróbowała wyciszyć oddech, uspokoić bicie serca. Cóż była sama, starała się być silna, ale zrozumiał, że dłużej już nie da rady, to potężniejsze od niej. Łzy same poleciały jej po policzkach, cóż nie mogła nic na to poradzić, nie kontrolowała już tego.
- Hej, nic ci nie jest? - obok zaułka, w którym się schowała przechodził jakiś dobrze zbudowany mężczyzna i chyba ja zauważył. Dziewczyna nie chciała teraz z kimkolwiek rozmawiać, więc spróbowała wtopić się w ścianę budynku. Niestety, miała zamiar wziąć cichy oddech, a zamiast tego jej klatką piersiowa wstrząsnął szloch. "Dobra, teraz wciskanie się w ścianę nic nie da i tak mnie zauważył". Blondyn podszedł i kucnął tuż obok. Przez pierwsze 5 minut Alex zachowywała się tak, jakby go w ogóle nie było, jednak tych przeszywających, niebieskich tęczówek nie dało się długo ignorować. Dziewczyna w końcu zebrała się w sobie i spojrzała mu w oczy. Wtedy nie było już odwrotu, musiało się stać to czego najbardziej nie lubiła. Litość. I te głupie pytania. Tym razem było podobnie. Gdy nieznajomy zobaczył łzy na jej twarzy, kucnął nieco bliżej, oparł dłonie na policzkach, a kciukami otarł jej łzy spod oczu. Zaczął do niej przemawiać jak do małego zwierzątka.
- Hej, co jest? Co się stało? Czemu płaczesz? Nie płacz! Może mogę ci jakoś pomóc? - Alex z miejsca go polubiła, zachowywał się jakby mu na niej zależało, mimo że znali się od 2 sekund. Dosłownie.
- Obawiam się, że żadna istota na tej planecie nie jest w stanie mi pomóc. - odparła.
- Nazywam się Steve Rogers i  - Alex nie dowiedziała się co chciał jej powiedzieć. Jakaś dziwna siła uniosła go, a potem cisnęła o mur, chłopak zemdlał i osunął się na ziemię.
- Steeeve! - krzyknęła dziewczyna. Chciała podbiec i zobaczyć czy żyje, jednak nie mogła. Ktoś złapał ją jedną ręką w pasie,a druga przyłożył jej do ust. Alex usiłowała krzyczeć, wierzgała się i wyrywała. Jednak porywacz okazał się zadziwiająco silny, nałożył jej opaskę na oczy i wrzucił do worka. Na początku próbowała się szarpać, ale stwierdziła, że to i tak nic nie da, więc postanowiła zachować energię na później. "Dobra, uporządkujmy fakty" - pomyślała. "To pewne, że porwał mnie Loki, tylko on włada taką mocą, czyli jest po prost świetnie. Porwał mnie psychopata, który uciekł z psychiatryka, pomordował po drodze ponad 200 osób i bawi się w boga. Super!"
- Hajmdalu, otwórz swe wrota! - usłyszała głos Asgardczyka.
Stwierdziła, że albo teraz, albo nigdy i z całej siły się szarpnęła.
- Ech, za dużo kłopotów z tobą. - westchnął Loki i nagle wbił jej w szyję strzykawkę z jakimś dziwnym płynem. Alex strasznie zaczęła boleć głowa, wzrok przez 5 sekund to wyostrzał się, to znów zamazywał. A potem zgasło jej światło.

~~~
No, Iron Girl chciałaś dłuższy rozdział to masz teraz się męcz (diabelski uśmieszek). A co do sceny ze Steve'm to mam idealnie pasujący wiersz.
Są łzy, co jak ogień palą,
Są serca, co nigdy się nie żalą,
Są winy, na które nie ma sędziego,
Więc, gdy ktoś płacze, nie pytaj dlaczego.
Chciałam jeszcze wspomnieć, że teraz rozdziały nie będą się pojawić tak często, bo skończył się "zielony tydzień" i wracam do szkoły, a tam zacznie się poprawianie ocen  i szaleńczy wyścig do końca roku, więc... Ale coś tam wstawieeee... No, to pa!      

środa, 20 maja 2015

Rozdział 1

Loki był mistrzem w maskowaniu. Jak najciszej wyszedł ze swojej celi, przybrał wygląd strażnika i pewnym siebie krokiem wyszedł z zamku. Zanim strażnik wrót zdążył powiedzieć choć słowo, Loki jednym, sprawnym ciosem znokautował go i otworzył sobie portal na Ziemię. "Poszło zaskakująco łatwo, choć w sumie... aaa, nieważne". Asgardczyk miał teraz dużo ciekawsze rzeczy do roboty. Tam na Ziemi...

***
Nie. To zdecydowanie nie był zwykły dzień.Właściwie odtąd nic nie będzie już takie jak dawniej. Nie odkąd spotkała TEGO człowieka. Siedemnastoletnia Alex pospiesznie szła ulicą, ubrana była jak zwykle - cała na czarno. Buty na obcasach głośno stukały, gdy prawie biegła po brukowanej uliczce. Było cicho i spokojnie, a to rzadkość, zwłaszcza na przedmieściach Nowego Yorku. Wróciła do domu i wykąpała się. Założyła długą, czarną sukienkę wieczorową. Dzisiaj bowiem wybierała się na bal z okazji 10-lecia wieży "Stark Tower". Niegdyś pracowali tam jej rodzice. Jednak jej ojciec zginął w wybuchu jednej z pracowni, matka zaś zatruła się gazem z przeciekającej butli. Straciła tam oboje rodziców, więc multimiliarder Tony Stark, czuł, że musi zaopiekować się sierotą i oddać ją do domu dziecka. Alex wykręciła się jednak. Teraz został jej tylko rok i będzie bezpieczna. Dziewczyna zaplotła włosy w warkocz, w którym widocznie wyróżniało się jedno płomiennie czerwone pasemko. Założyła też czarne rękawiczki do połowy przedramienia.

***
   - No,no,no! "Stark Tower" zmieniła się nie do poznania.- mruknęła do siebie Alex, gdy nagle zauważyła jakiegoś podejrzanego jegomościa. Zdecydowanie nie wyglądał na pracownika "Wieży". Jej rozmyślania przerwały oklaski, po których na platformę wszedł Tony Stark. Gadał coś o poszkodowanych, o dobrych ludziach, którzy zgineli i oinnych pierdołach. Następnie krzykną "bal czas zacząć" i zszedł ze sceny. Na jego słowa zaczęła grać muzyka, ludzie rozpoczeli rozmowy i tańce, kilka par podeszło do barui zamówiło drinka.
- Spójrz na nich, świętują śmierć tylu ludzi. Głupcy! Niedługo i do nich zawita śmierć. Do ciebie też! Nie jesteś od nich lepsza!- usłyszała szept. Właściciel tego cudownego głosu, któremu chciała być posłuszna, łaskotał ją delikatnie wargami.
- Moi rodzice tu zgineli. Przyszłam tylko dlatego, że gdy Stark mnie widzi, lituje się nademną i wypłaca mi pieniądze niezbędne do życia.
- O, och. Nie wiedziałem.Wobec tego ciebie oszczędze.
Po tych słowach wieżowiec zawalił się na głowy gości.
~~~~ 
Tym oto radosnym akcentem kończę rozdział pierwszy. Sorry, że taki nudny ale akcja rozręca się dopiero w drugim, trzecim rozdziale. Nastepny pojawi się prawdopodobnie w piątek, ale pewności nie mam. A-a, nie odchoć jeszcze zostaw po sobie komentarz, nawt nie wiesz jak motywuje on do dalszej pracy. :)    

wtorek, 19 maja 2015

Prolog

Wokół nas od zawsze, oprócz ludzi, żyją też mutanci. Czasem są oni nieświadomi własnych mocy, umiejętności, darów, przekleństw. Posłuchajcie historii o dziewczynie, która... no właśnie. Co zrobi? Co zrobiła? Co przeskrobała, że ściga ją T.A.R.C.Z.A.? Potraktujcie to jako ostrzeżenie! Mutanci zbierają informacje! Czy zamierzają nas zaatakować, czy ochronić? Przekonajcie się sami!

niedziela, 17 maja 2015

Powitanie

Cześć! "Nazywam" się Cormilia di Angelo, a to jest mój pierwszy blog więc za wszystkie ewentualne błędy bardzo przepraszam, choć liczę, że moja edytorka podoła zadaniu :). Z góry dziękuje za wszystkie komy, które będziecie (mam nadzieję) zostawiać pod postami. Wierzę, że będą mnie one motywować do pracy. Posty będę wrzucać minimum raz w tygodniu (choć może się zdarzyć, że będą one częściej). Tak więc do zobaczenia!